Aktualności | „Kolory miasta” Ewy Pokorskiej-Ożóg. Sekrety dawnej dyrekcji Hegenscheidta

zieleń, ławki

Dziedziniec wewnętrzny siedziby dyrekcji dawnej Fabryki Drutu, fot. T. Ambrozik

„Kolory miasta” Ewy Pokorskiej-Ożóg. Sekrety dawnej dyrekcji Hegenscheidta

Opublikowane: 22.01.2026 / Sekcja: Dzieje się 

Niektóre budynki nie potrzebują legend – same są opowieścią. Wystarczy uważniej im się przyjrzeć. W Gliwicach takich miejsc nie brakuje, lecz jedno z nich, paradoksalnie, wciąż umyka zbiorowej wyobraźni. To siedziba dawnej Fabryki Drutu przy ul. Stanisława Dubois 16 – obiekt znany, użytkowany dziś przez Mostostal Zabrze, a jednak wciąż skrywający warstwy historii, architektury i sztuki, które nie zdradzają się na pierwszy rzut oka.

Historia tego miejsca zaczyna się od nazw ulicy, niczym od wstępu do powieści o przemianach miasta. Fabrikstraße, potem Brenneckestraße, następnie Heydebreckstraße – każda z tych nazw odzwierciedlała inną epokę. Po 1945 roku ulica stała się Fabryczną, by ostatecznie upamiętnić Stanisława Dubois – publicystę, polityka, ofiarę Auschwitz. Właśnie tu, na styku dawnych tras przemysłowych i Kanału Gliwickiego, August Wilhelm Hegenscheidt ulokował w połowie XIX wieku swój zakład.

Hegenscheidt. Przemysłowiec z wyobraźnią

W czasach, gdy Górny Śląsk wchodził w fazę gwałtownego rozwoju przemysłowego, Hegenscheidt wykazał się nie tylko przedsiębiorczością, ale i strategiczną intuicją. Przebudował młyn z 1852 roku na fabrykę, uruchomił ciągarnię drutu, warsztaty gwoździ, łańcuchów i stalowych lin, a gotowe wyroby wysyłał w głąb Prus kanałem wodnym. Była to produkcja nowoczesna, lecz rynek nie zawsze bywa gotowy na nowości. Przemysłowiec walczył więc bezkompromisowo – dumpingiem cenowym, a czasem nawet rezygnacją z zysku. Skutecznie. Do tego stopnia, że w 1887 roku doszło do fuzji z konkurencyjną rodziną Caro i Heinrichem Kernem. Tak narodził się koncern Obereisen – jeden z filarów przemysłu regionu.

Dom dyrekcji i pierwsze zaskoczenie

Właśnie wtedy rozpoczęła się budowa domu dyrekcji – dzisiejszego budynku przy Dubois 16. Autorem projektu był Salomon Lubowski, budowlaniec, nie architekt, choć talentu i wyczucia formy odmówić mu nie sposób. Początkowo skromny, jednopiętrowy obiekt z czasem rósł i zmieniał się wraz z ambicjami właścicieli. A jednak przetrwało w nim coś wyjątkowego: reprezentacyjna sala posiedzeń zarządu.

To pierwsza niespodzianka. Wnętrze z monumentalnym stołem, neostylowymi snycerskimi dekoracjami ścian i imponującym kamiennym kominkiem przenosi nas w epokę, gdy decyzje zapadały przy długich naradach, a architektura miała podkreślać rangę miejsca. Sala łączyła się z gabinetami dyrektorów – podobnie jak w rezydencji Ballestremów – i do dziś bywa udostępniana podczas wydarzeń, odsłaniając fragment dawnego świata.

Skarbiec bez złota

Druga niespodzianka kryje się pod ziemią. W piwnicach zachował się skarbiec – bez kosztowności, za to z wciąż sprawną maszynerią zabezpieczającą. Dziś przechowuje dokumenty, lecz jego istnienie przypomina, jak poważnie traktowano niegdyś bezpieczeństwo i prestiż przemysłowego imperium.

Dziedziniec, który oddycha sztuką

Najbardziej zaskakująca jest jednak trzecia odsłona tej historii. W latach 20. XX wieku dobudowano czterokondygnacyjne skrzydło od północy, domykając wewnętrzny dziedziniec. Powstała przestrzeń niezwykła – zielona enklawa ciszy, dziś wypełniona rzeźbami współczesnych artystów. Miejsce, w którym przemysł spotyka sztukę, a przeszłość jest w ciągłym dialogu z teraźniejszością. Trudno nie ulec wrażeniu, że zza drzew mógłby wyłonić się sam Hegenscheidt, sprawdzający, czy wszystko działa jak należy.

Fasada budynku zyskała wówczas bardziej reprezentacyjny charakter: wysokie, dwukondygnacyjne okna, dekoracyjne łuki z cegieł w dwóch kolorach, półkolumny w okowach. Ten charakterystyczny detal – swoisty podpis Lubowskiego – można odnaleźć także w innych gliwickich realizacjach budowniczego, od kamienic przy Górnych Wałów po mniej oczywiste obiekty miasta.

Dziedzictwo pracy i troski

Kolejne modernizacje z lat 1910–1915 są już czytelne i nie kryją tajemnic, podobnie jak losy samej fabryki, która do wybuchu II wojny światowej należała do najnowocześniejszych w tej części Europy. Sam Hegenscheidt, według przekazów, tak angażował się w produkcję, że podczas uruchamiania zakładu stracił prawą rękę. Był jednak znany nie tylko z determinacji. Zapisał się w historii miasta jako filantrop: budowniczy mieszkań robotniczych, krytej pływalni przy Dubois 40 (1902) oraz sali gimnastycznej – Turnhalle – przy Dubois 36, istniejącej już na mapach z 1908 roku.

To opowieść o jednym człowieku i jego budynku, ale też o mieście, które wyrastało z przemysłu, nie rezygnując z ambicji kulturowych i społecznych. Chcących poznać więcej frapujących szczegółów odsyłam do artykułu Bartłomieja Redosza Mało znana historia znanego miejsca zamieszczonego w publikacji „MZ news” (czerwiec 2024). Miłej lektury!

Ewa Pokorska-Ożóg

Miejski Konserwator Zabytków w Gliwicach

sufit, lampa kominek drzwi budynek, zieleń Lata 1895–1900: Kanał Kłodnicki, z prawej Fabryka Drutu